Wędrówka z plecakiem i śpiworem
Naszą wyprawę zaczęliśmy tradycyjne na dworcu PKP w Kutnie. Po kilku przesiadkach w Warszawie, Krakowie i Suchej Beskidzkiej dotarliśmy do Zawoi. Nieprzespana noc i plecaki z nadwagą nie zniechęciły nas do wędrówki. Dotarliśmy do schroniska w Markowych Szczawinach i pozostawiając tam cały nadbagaż ruszyliśmy na „Babią”. To swobodne określenie dotyczy Babiej Góry, zwanej też Diablakiem. Etymologii tych nazw woleliśmy nie zgłębiać. Z własnych doświadczeń wiemy, że Królowa Beskidów jest kapryśna i często zaskakuje zmiennością warunków atmosferycznych. Ten najwyższy poza Tatrami szczyt w Polsce był dla nas łaskawy. Zdobyliśmy go wspinając się Percią Akademików, trudniejszym szlakiem, który jest zaopatrzony w klamry i łańcuchy. W „Babiej” było coś szczególnego. Zachwyciła nas przepiękną panoramą i słonecznym niebem. Nie ukrywała też swej ciemnej strony, wiał ostry, przenikliwy wiatr, a w szczelinach skał zalegał śnieg.
Kolejny dzień wypełniła nam wędrówka na Halę Miziową. Ten ciepły, słoneczny dzień zakończył się jednak deszczem, co pokrzyżowało nam plany zdobycia Pilska o zachodzie słońca.
Trzeciego dnia ruszyliśmy szlakiem prowadzącym na Rysiankę. Miejsce szczególnie ukochane przez kasprowiczowskich pasjonatów gór. Nasz absolwent Paweł Grochulski upamiętnił swoje liczne pobyty w Schronisku Górskim PTTK Rysianka piosenką: https://www.youtube.com/watch?v=XmlbroGFnaE
To wyjątkowa polana, z której roztacza się magiczny widok, a w drewnianym schronisku PTTK czekają uśmiechnięci, pomocni gospodarze, pyszny żurek i przyjazny klimat.
Najwytrwalsi z nas powitali ostatni dzień rajdu wschodem słońca na Hali Rysianka. Po pokonaniu końcowych 14 kilometrów szlaku, dotarliśmy do stacji w Rajczy, skąd ruszyliśmy w drogę powrotną.
Góry mają w sobie coś magicznego, człowiek nie zje, nie dośpi, pachnie coraz gorzej, ale nie chce przestać się wspinać. W górach liczy się tylko tu i teraz.












